czy znasz to uczucie,które pcha cię do przodu
uczucie które towarzyszy w postaci głodu?
w zwierzę zamienia,instynktem wiodące
gdzieś przed siebie,za czymś gnające?
Jak wytwór mistrza, bezwaładnie istnieje
gdzieś kreski czy konturu brak widnieje
Czegoś niedosyt,może kiedyś żyło się już
może wspomnień wcześniejszych nie spowił kurz?
może do śmierci dopełnić się trzeba
nie można odejść nie zaznawszy na ziemi nieba...
może nie ta droga dla nas jest wydeptana
gdzieś krótsza i bliższa droga niepoznana?
gdy sen ci bliższy niż historie szeptającyh
może tam tkwi odpowiedź dla szukających?
sobota, 19 stycznia 2013
środa, 14 listopada 2012
moja religia
Poszukiwanie, wypatrywanie
nocne ślady, opanowanie
oczy, żywot, beztroska
potem znów wilgotna gorączka
Szpilki, włosy, gdzieś pomiędzy ja
ból głowy, lecz ciągle się da!
zmysły jak radar czułe
duch nadziei, coś pulsuje
usta, zapach, męski głos
teraźniejszość, charakteru los
Poprawiam kosmyk włosów
Nieskończony wyobraźni zasób!
Ile jeszcze mam przestrzeni?
Czy ta chwila tak mnie zmieni?
Gdzie granicę swe wytyczę
gdy w ramionach schowam się?
Ile jeszcze słów usłyszę
żeby przestać wtululać się?
Wargi pewnie składają litery
ucho w treść je przemieni
Słowa ciągłe, płyną karminu wodą
Filtr przez serce ciągłą szkodą
gdy w płyn wpadną pewne frazy
przebłyskują w nich obrazy
a czuły dotyk tak rujnuje
że gdy go zbraknie-widać dziurę
W miejscach oddechem naznaczonych
spływa krew z ran wyrzeźbionych
Uciekam blada, nabrać ze źródła krwi
skupienie, cisza, samotność i łzy
Żyję z wampirami ospałymi miłością
żywymi trupami karmionymi podłością
lecz ciągle jestem, ciągle szukam
już nie zwlekam, siebie nie oszukam
zdejmuję buty, ubranie, noc
wchodzę pod ciepły, bezpieczny koc.
Niewyczerpany potencjał nie zniknął
Wiara w człowieka jest moją religią.
nocne ślady, opanowanie
oczy, żywot, beztroska
potem znów wilgotna gorączka
Szpilki, włosy, gdzieś pomiędzy ja
ból głowy, lecz ciągle się da!
zmysły jak radar czułe
duch nadziei, coś pulsuje
usta, zapach, męski głos
teraźniejszość, charakteru los
Poprawiam kosmyk włosów
Nieskończony wyobraźni zasób!
Ile jeszcze mam przestrzeni?
Czy ta chwila tak mnie zmieni?
Gdzie granicę swe wytyczę
gdy w ramionach schowam się?
Ile jeszcze słów usłyszę
żeby przestać wtululać się?
Wargi pewnie składają litery
ucho w treść je przemieni
Słowa ciągłe, płyną karminu wodą
Filtr przez serce ciągłą szkodą
gdy w płyn wpadną pewne frazy
przebłyskują w nich obrazy
a czuły dotyk tak rujnuje
że gdy go zbraknie-widać dziurę
W miejscach oddechem naznaczonych
spływa krew z ran wyrzeźbionych
Uciekam blada, nabrać ze źródła krwi
skupienie, cisza, samotność i łzy
Żyję z wampirami ospałymi miłością
żywymi trupami karmionymi podłością
lecz ciągle jestem, ciągle szukam
już nie zwlekam, siebie nie oszukam
zdejmuję buty, ubranie, noc
wchodzę pod ciepły, bezpieczny koc.
Niewyczerpany potencjał nie zniknął
Wiara w człowieka jest moją religią.
czwartek, 1 listopada 2012
podróż po skarb
szukałam w dłoniach innych odpowiedzi
w szeptach zmysłowych,w szeptach spowiedzi
zaglądałam tam, gdzie nikt nie powienien
szukałam kogoś,kto jest wszystkiemu winien
widziałam życie w śmierci i samotności
i koniec człowieka w namiętnej bliskości
myśli ślizgały się po wszystkim co znałam
fałszywe słowa,gesty,ja już wszystkie poznałam!
traciłam świadomość,soczewka dna przeklęta...
przychodziła trzeźwość i bolesna udręka
a niech będzie ten stan,te mętne oczy i łzy
niech będzie śmierć,samotność i Ty
niech będzie całe życie,całe calutkie moje
w tym ciele,w tym duchu,ja już tak wolę
i moje odciski,rany,kolorowe siniaki
w tym miejscu stoję i oglądam znaki
a w głowie pełno niecierpliwych snów
których nie opisze żadne ze znanych słów
zbiorę je i zasieję na żyznej glebie
zrobię zdjęcie z lotu ptaka,zobaczę siebie!
w szeptach zmysłowych,w szeptach spowiedzi
zaglądałam tam, gdzie nikt nie powienien
szukałam kogoś,kto jest wszystkiemu winien
widziałam życie w śmierci i samotności
i koniec człowieka w namiętnej bliskości
myśli ślizgały się po wszystkim co znałam
fałszywe słowa,gesty,ja już wszystkie poznałam!
traciłam świadomość,soczewka dna przeklęta...
przychodziła trzeźwość i bolesna udręka
a niech będzie ten stan,te mętne oczy i łzy
niech będzie śmierć,samotność i Ty
niech będzie całe życie,całe calutkie moje
w tym ciele,w tym duchu,ja już tak wolę
i moje odciski,rany,kolorowe siniaki
w tym miejscu stoję i oglądam znaki
a w głowie pełno niecierpliwych snów
których nie opisze żadne ze znanych słów
zbiorę je i zasieję na żyznej glebie
zrobię zdjęcie z lotu ptaka,zobaczę siebie!
środa, 24 października 2012
ż.
nie łatwo zebrać na nowo myśli
jeszcze trudniej je znów zburzyć
najciężej jest zachować wiarę
nie w boga czy anioły tylko w ludzi
jeszcze trudniej je znów zburzyć
najciężej jest zachować wiarę
nie w boga czy anioły tylko w ludzi
niedziela, 21 października 2012
..
Witaj nieznajomy
zmierzasz w tą stronę co ja?
dobrze,możemy iść razem
wszak łączy nas chwila
i w prostej drodze siła
lecz kiedy rozwidlać się będzie
złap mnie mocno za rękę
albo poleje się krew
albo spadną srebrne łzy
czy złotem zaczniesz lśnić
a niebo będzie bez chmur?
czy srebrne łzy dopełnią
taflę mych wód?
czy droga stanie się polaną
a ja bystrą sarną?
całe życie w posiadaniu
ma złodziej nieświadomości
nie chcę już pytań
nie chcę odpowiedzi
przestaję chcieć
zaczynam wreszcie żyć
i smak czuć pierwszy raz
i czuć wzrok świata
lepiej od razu stracić dłonie
zmierzasz w tą stronę co ja?
dobrze,możemy iść razem
wszak łączy nas chwila
i w prostej drodze siła
lecz kiedy rozwidlać się będzie
złap mnie mocno za rękę
albo poleje się krew
albo spadną srebrne łzy
czy złotem zaczniesz lśnić
a niebo będzie bez chmur?
czy srebrne łzy dopełnią
taflę mych wód?
czy droga stanie się polaną
a ja bystrą sarną?
całe życie w posiadaniu
ma złodziej nieświadomości
nie chcę już pytań
nie chcę odpowiedzi
przestaję chcieć
zaczynam wreszcie żyć
i smak czuć pierwszy raz
i czuć wzrok świata
lepiej od razu stracić dłonie
środa, 8 sierpnia 2012
obok
linia po której stąpam
jest głosem obcych słów
deszcz jak antidotum
pozbawia mnie Ciebie
układa do moich stóp
na krawędzi snu zbladł
zbity z cierni ołtarz snów
już nie w tym rytmie
układa się w głowie grób
znów poczułam znaki
przy moim uchu warg ruch
może chwiejnie i niepewnie
tańczę na linni cienkiej
zarzucaj,prowadź,mów
jest głosem obcych słów
deszcz jak antidotum
pozbawia mnie Ciebie
układa do moich stóp
na krawędzi snu zbladł
zbity z cierni ołtarz snów
już nie w tym rytmie
układa się w głowie grób
znów poczułam znaki
przy moim uchu warg ruch
może chwiejnie i niepewnie
tańczę na linni cienkiej
zarzucaj,prowadź,mów
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)